mężczyźni to fatalni podrywacze. jeśli już z odwagą, to bez polotu, wyobraźni, nawet krztyny kreatywności. skąd ja to znam? chyba z parady wściekłych jajników, zbierających się co środa na kolejny seansik tvn style. tylko, że jeśli to ja słyszę "skądś Cię znam", to muszę mieć naprawdę zajebisty humor, żebyś usłyszała bardziej coś w stronę "ja Ciebie też, chyba śniłaś mi się dzisiaj", niż rzuconego na odchodne "możliwe, rozwożę pizzę po godzinach".
chcecie finezji o 4 nad ranem, to zaoferujcie ją same, uroczo żałosne, rozmazane, pijane lolitki z "zrób mnie" boleśnie krzyczącym z facjatek.
w przeciwnym wypadku dostaniecie wariant oszczędnościowy, czyli drink za firko, lekka bajera w wolnej chwili [albo nawet nie, zależnie od tego, w jakim stopniu bar pomaga ci utrzymać równowagę] i ustawka na odprowadzenie do domu.
i nie, nie będzie numeru telefonu.
najwidoczniej musiałem zapomnieć, ojej, jaki ja roztrzepany.
poniedziałek
nie znajdziesz porządnej roboty tak od razu. a już na pewno nie żebrząc po lokalach, z cefałką w zębach podchodząc do każdego cwaniaczka, który przypadkiem został osobą decydującą o zatrudnieniu bądź niezatrudnieniu ciebie.
poznajesz, gdzie gastronomia chodzi, gdzie pije, gdzie się bawi, a gdzie nie. zaczynasz tam być, zaczynasz poznawać ludzi, ludzie zaczynają poznawać ciebie, powoli, powoli robisz sobie markę.
większość miast strukturę gastronomii ma zamkniętą - to znaczy, że jest pewna grupa osób, która trzyma wszystko w łapie, którą miastem trzęsie. struktury niższe działają na podobnej zasadzie; jeśli nie jesteś znajomym znajomego, popracujesz miesiąc i możesz się pakować, bo nikt po tobie nawet nie zatęskni.
jedyna szansa, na dobrą, perspektywiczną pracę wynika ze znajomości. brzmi znajomo? możliwe, bo to jest właśnie to, co podobno się ostatnio zmieniło. no więc nie - pod tym względem polacy są wielkimi tradycjonalistami, co nie zmienia faktu, że ty dalej niż na zmywak nie zajedziesz.
cóż, chyba wspominałem już kiedyś, że nie jest łatwo.
poznajesz, gdzie gastronomia chodzi, gdzie pije, gdzie się bawi, a gdzie nie. zaczynasz tam być, zaczynasz poznawać ludzi, ludzie zaczynają poznawać ciebie, powoli, powoli robisz sobie markę.
większość miast strukturę gastronomii ma zamkniętą - to znaczy, że jest pewna grupa osób, która trzyma wszystko w łapie, którą miastem trzęsie. struktury niższe działają na podobnej zasadzie; jeśli nie jesteś znajomym znajomego, popracujesz miesiąc i możesz się pakować, bo nikt po tobie nawet nie zatęskni.
jedyna szansa, na dobrą, perspektywiczną pracę wynika ze znajomości. brzmi znajomo? możliwe, bo to jest właśnie to, co podobno się ostatnio zmieniło. no więc nie - pod tym względem polacy są wielkimi tradycjonalistami, co nie zmienia faktu, że ty dalej niż na zmywak nie zajedziesz.
cóż, chyba wspominałem już kiedyś, że nie jest łatwo.
niedziela
kuźnia alfa males
dziś inaczej.
surowy, zdawkowy język, którym się posługuję, to nie jest tylko zabieg literacki. tak się rozmawia, gdy za barem stanie dwóch gości, przekonanych o swojej wyższości nad drugim. ok, to artyści są głównie narcyzami - ale barmani również.
jeśli myślisz o sobie, że jesteś dobry, ciężko będzie ci pochwalić mój cocktail. choćby był zajebisty, pyszny, delikatny i oryginalny, to ma jeden, zajebisty mankament - nie ty go zrobiłeś.
może wynika to z kompleksów, może z tego, że w paru miastach w polsce w gastronomii wygrywa się po trupach, gdy udowodnisz, że jesteś silniejszy. wyścig szczurów - może i tak, ale musisz być tym silniejszym, odważniejszym i bardziej znieczulonym szczurem, żeby wygrać. doprowadzenie się do takiego stanu, takiego sposobu myślenia, jest trudne i niewdzięczne. gdy pracowałem na zasadzie castingów, z innymi chłopakami, z których miał być wyłoniony jeden, nie było mi żal. jak nie ja, to ktoś inny dostanie tę robotę, a tylko mi zależy, żebym to był ja. pierdolniesz się na czymś - licz na uśmieszki, pierdolniesz się mocno - licz na zjebę.
w każdym innym przypadku liczysz tylko na siebie.
surowy, zdawkowy język, którym się posługuję, to nie jest tylko zabieg literacki. tak się rozmawia, gdy za barem stanie dwóch gości, przekonanych o swojej wyższości nad drugim. ok, to artyści są głównie narcyzami - ale barmani również.
jeśli myślisz o sobie, że jesteś dobry, ciężko będzie ci pochwalić mój cocktail. choćby był zajebisty, pyszny, delikatny i oryginalny, to ma jeden, zajebisty mankament - nie ty go zrobiłeś.
może wynika to z kompleksów, może z tego, że w paru miastach w polsce w gastronomii wygrywa się po trupach, gdy udowodnisz, że jesteś silniejszy. wyścig szczurów - może i tak, ale musisz być tym silniejszym, odważniejszym i bardziej znieczulonym szczurem, żeby wygrać. doprowadzenie się do takiego stanu, takiego sposobu myślenia, jest trudne i niewdzięczne. gdy pracowałem na zasadzie castingów, z innymi chłopakami, z których miał być wyłoniony jeden, nie było mi żal. jak nie ja, to ktoś inny dostanie tę robotę, a tylko mi zależy, żebym to był ja. pierdolniesz się na czymś - licz na uśmieszki, pierdolniesz się mocno - licz na zjebę.
w każdym innym przypadku liczysz tylko na siebie.
sobota
każda nowa jest taka sama.
uczysz się jej, ona uczy się ciebie. sprawdzasz, gdzie trzeba dotykać, żeby było dobrze, a czego nie robić, żeby nastrój nie prysnął. jak ją rozebrać, jak ją ubrać, co można włożyć i gdzie, czego nie pakować tam pod żadnym pozorem, sprawdzasz wytrzymałość, tolerancję, kaprysy, zachcianki. dowiadujesz się, jak zachowywać się, gdy oboje jesteście już rozpaleni, żeby cały czas iść w równym rytmie i harmonii ze sobą nawzajem. abyś nigdy nie skończył przed nią, a nawet jak zareaguje, gdy pojawi się obok obca kobieta, która ma zamiar się przyglądać.
choć czasem masz ochotę ją uderzyć, sprawić by cierpiała chociaż w połowie, jak ty i twoi bliscy przez nią. i nic nie zrobisz, bo uwielbiasz kochać się z nią co noc.
dobre barmanki powinny zostać lesbijkami, bo ta robota naprawdę jest jak kobieta.
uczysz się jej, ona uczy się ciebie. sprawdzasz, gdzie trzeba dotykać, żeby było dobrze, a czego nie robić, żeby nastrój nie prysnął. jak ją rozebrać, jak ją ubrać, co można włożyć i gdzie, czego nie pakować tam pod żadnym pozorem, sprawdzasz wytrzymałość, tolerancję, kaprysy, zachcianki. dowiadujesz się, jak zachowywać się, gdy oboje jesteście już rozpaleni, żeby cały czas iść w równym rytmie i harmonii ze sobą nawzajem. abyś nigdy nie skończył przed nią, a nawet jak zareaguje, gdy pojawi się obok obca kobieta, która ma zamiar się przyglądać.
choć czasem masz ochotę ją uderzyć, sprawić by cierpiała chociaż w połowie, jak ty i twoi bliscy przez nią. i nic nie zrobisz, bo uwielbiasz kochać się z nią co noc.
dobre barmanki powinny zostać lesbijkami, bo ta robota naprawdę jest jak kobieta.
piątek
ani żadnej rzeczy, która jego jest.
teraz najważniejsze, i najtrudniejsze zarazem. najważniejsze, bo zamiast rzucania koła ratunkowego uczę pływać, a najtrudniejsze, bo muszę opisać to tak, żebyś nie odebrał tego źle. moja głowa, a bardziej równowaga, jest jak mydlana bańka. w sobotę, będąc pod stałym ostrzałem, cały czas moje napięcie wynosi sto procent, a każda rzecz, którą wytrącisz mnie z równowagi, jest jak taka mała, skurwysyńska igiełka, która leci w stronę mojej mydlanej bańki. za którymś razem trafisz... a wtedy bańka pęknie, opryskując wszystkich wokół. ja sam nie chciałbym się wtedy znać.
to wszystko to reguły, które sprawiłyby, że wieczór byłby przyjemniejszy dla wszystkich. nie piszę tego, żebyś od jutra zaczął przychodzić
do baru z notatkami, zresztą, procent czytających wiele nie zmieni. ale jeśli każdego wieczoru zrobisz choć jedną z wymienionych rzeczy, ktoś, gdzieś, będzie ci wdzięczny, nawet, jeśli nie będzie miał czasu tego okazać.
to wszystko to reguły, które sprawiłyby, że wieczór byłby przyjemniejszy dla wszystkich. nie piszę tego, żebyś od jutra zaczął przychodzić
do baru z notatkami, zresztą, procent czytających wiele nie zmieni. ale jeśli każdego wieczoru zrobisz choć jedną z wymienionych rzeczy, ktoś, gdzieś, będzie ci wdzięczny, nawet, jeśli nie będzie miał czasu tego okazać.
zaczynasz zamawiać u mnie, kończ zamawiać u mnie. mówię tu o jednym zamówieniu. jeśli dałem ci do zrozumienia, że je przyjąłem, to wierz mi, mam je w głowie. rozumiem, że barman obok już jest wolny - ale za takie coś w lepszych klubach obaj się na ciebie wkurzymy, a w gorszych będziesz musiał zapłacić za oba zamówienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)