kiedyś myślałem, że moim zawodowym sukcesem będzie sprzedanie drogiego alkoholu.
dziś wiem, że tak nie jest...
dziś sprzedaję najtańszy. w tej samej cenie.

środa

ars barmandi II

po tych kilku latach podrywania, gdy zupełnie już traci się przyjemność z szybkich numerków i niezobowiązujących rypanek, zgorzkniałym adonisom spod znaku alkoholu przyjemność i znacznie większą satysfakcję zaczyna przynosić już nie sam akt podrywania, a coś zupełnie odwrotnego. zabawa treningowa, a zaletą tej zabawy jest fakt, że bawić się w to mogą i zajęci barmani, i wolni.
zabawa w "kto ładniej spławi".
w ten sposób można sobie błyskawicznie wytrenować szybką, sytuacyjną gadkę, która, dobrze poprowadzona, gwarantuje niezły ubaw. w miejscu, gdzie pracowałem z lasek robiliśmy sobie takie igrzyska, że kelnerzy nie odchodzili spod baru, żeby nie uronić co cenniejszej perełki. im brzydsza klientka, tym bardziej chamski tekst- to recepta, która działa zawsze, jedynie wykonanie jest elementem, który można doszlifowywać w nieskończoność.
przykłady?
wyjątkowo brzydki potwór zostawia napiwek.
- nie trzeba reszty, dla ciebie.
- dzięki.
- oddasz w naturze ("gorące" spojrzenie).
- ..nie. to albo ci oddaję resztę, albo czekamy na twoje następne wcielenie.

do baru podchodzą dwie, jedna średnia, druga straszna. z kumplem od razu tą drugą ochrzciliśmy "Koń", co może być wskazówką co do pewnych cech jej uzębienia i śmiechu. tak, rżała.
koleżka wziął je na siebie; najpierw obsłużył tę, powiedzmy, znośną. kończy, uśmiechnął się (a ma uśmiech jak ojciec uśmiechający się do najukochańszego syna z zespołem downa):
- a co dla konika?
chyba nie było to nowe miano dla tej młodej damy, bo wyszła. już nigdy nie dowiedzieliśmy się, co miało być dla konika...

oprócz tego dochodzą całkiem przyziemne, wulgarne manewry, na które mogą sobie pozwolić tylko najebani barmani - polecanie na oko stukilowej klientce drinka "b-52" (jest tylko jeden drink, który mogę ci z czystym sumieniem polecić patrząc na ciebie), płacenie dziewczynie za piwo, żeby tylko więcej nie przychodziła, gratulowanie przechytrzenia selekcji w klubie (wyobraźcie sobie ich miny), proszenie o nierobienie takiego śmiesznego wyrazu twarzy, zapytanie laski z zezem o to, na którego barmana patrzy składając zamówienie, oznajmianie jej, że gdy patrzymy jej w oczy to kręci nam się w głowach, albo zwracanie się do tej grubszej w liczbie mnogiej.

chamski, bezczelny festyn arogancji i prostactwa - ale posiedź przy nas przez chwilę, a ze śmiechu zjebiesz się z hockera.

1 komentarz:

Jacek. pisze...

fuck yea.