kiedyś myślałem, że moim zawodowym sukcesem będzie sprzedanie drogiego alkoholu.
dziś wiem, że tak nie jest...
dziś sprzedaję najtańszy. w tej samej cenie.

poniedziałek

sezon

wiesz, jak to jest, być na nogach 28 godzin? być w pracy 28 godzin? powiem ci. nieprzyjemnie. tak się pracuje w sezonie. restauracjo-pub, otwarty od godziny 9 do ostatniego klienta - jak wygląda taki dzień? zacznę opisywać od poprzedniej zmiany, bo tu nie ma początku ani końca doby. 11:30 - wstajesz, lekko skacowany, ale w dobrym humorze. jest lato, wczoraj miałeś imprezę, dziś masz na 12 do pracy. prysznic. zawijasz szmaty i pojawiasz się w pracy. śniadanie. wczoraj popiłeś z kucharzem, więc dostajesz coś, czego nie powinieneś dostawać jako pracownik. godzina 13 - zaczyna się pora obiadowa. soki, kawy, cappuccino con pana, latte macchiato. oczywiście latte art, bo to nie jest speluna, mimo że dostajesz grosze, czytaj 50 zł/dzień. jazda na softach kończy się o godzinie 18. kolacja. herbata, soki, piwo, drinki. przeważnie digestify do żarcia, cocktaile zaczynają się trochę później. tak czy inaczej - godzina 18, masz szanse na obiad. małe bo małe, kucharz też się nie opieprzał, ale masz. cocktaile, nasiadówy z piwami, koneserzy, dziewczynki chcące drinka z parasolką - od 18 do 2 w nocy. do przyjęcia, biorąc pod uwagę że miałeś na 12 i dopiero od 23 jesteś sam, bez zmiennika. godzina 3 - sprzątnąłeś, rozliczyłeś się, przebrałeś. pół do 4, jesteś na kempingach. wszyscy już są, mało tego, jest i impreza. właściwie to dlaczego się nie napić? tylko się wykąpiesz, tak żebyś ogarnął się w pół godzinki. koniec picia, jest 6:30. zalany kładziesz się spać. zgadnij, kto za dwie godziny wstaje do pracy.

Brak komentarzy: